Człowiek to brzmi... wieloznacznie Strona startowa O człowieku

Szanowny panie L.

Niewątpliwie doskonale zna Pan historię języka. Doskonale też zna Pan reguły języka współcześnie używanego. Jednak czy potrafi Pan przewidzieć jego przyszłość? Czy w ogóle jest możliwe lingwistyczne jasnowidztwo? Być może przekonamy się o tym, gdy spojrzymy na inną dziedzinę ludzkiej działalności. Na malarstwo. Według mnie natury oraz historie języka i malarstwa są podobne. Wyrażające jedynie konkretne treści, prymitywne rysunki i języki mówione ludzi pierwotnych były pierwszymi krokami na drodze obiektywizowania rzeczywistości. Przez długie tysiąclecia język i malarstwo doskonaliły swe warsztaty, doskonaląc sztukę obiektywnego odwzorowywania życia. Wszak oto stosunkowo niedawno, w drugiej połowie ubiegłego wieku w malarstwie dokonano rewolucyjnego przełomu. Grupa indywidualistów, zwanych impresjonistami, pragnąc malować absolutnie obiektywnie, wyraziła w swych obrazach subiektywizm spostrzegania rzeczywistości. Impresjoniści zerwali z dotychczasową hierarchicznością tematów. Nie tworzyli swych dzieł dla przekazywania treści religijnych, historycznych lub mitologicznych ani dla dekorowania wnętrz. Pragnęli oni, by ludzie oglądający owe płótna, za ich przyczyną zaczęli inaczej patrzeć na świat. Tedy, ujmując to naukowo, impresjoniści zaniechali wyrażania w swych obrazach treści explicite, a jako pierwsi w dziejach malarstwa, wyraziwszy relatywizm doświadczania, zawarli treść implicite.

Claude Monet 'Impresja - Wschód słońca' 1872

Jak Pan myśli Szanowny Panie L. czy podobna rewolucja może nastąpić w języku? Czy rzeczywiście ludzie zmuszeni są formułować swe poglądy tak, jak dotąd to robili czyli przy użyciu języka jako środka przekazu? Może jednak da się stworzyć lingwę, która sama sobie byłaby swoistą filozofią. Może da się stworzy język, który uczyłby nas patrzeć na rzeczywistość inaczej, bardziej wrażeniowo, a mniej intelektualnie, czym w konsekwencji wyleczyłby nas z egoizmu i antropocentryzmu, z którymi żadna ekologia poradzić sobie nie potrafi. Język, który stworzyłby dystans między tym, czym realnie jesteśmy, a życiem społecznym jakie prowadzimy; dystans, który zapobiegałby nerwicom. Może da się skonstruować język dzięki któremu utożsamialibyśmy się raczej z czynnością myślenia, niż z jego treścią. Język rozróżniający byty żywe od martwych. I może jeszcze język uzmysławiający nam istnienie absolutu bez konieczności wskazywania poza nas samych. Słowem język, który oszczędziłby nam wielu złudzeń jakie dziś mimowolnie żywimy. Wiedząc już na ten temat co nie co, byłbym spokojnej myśli, gdyby nie dręczyła mnie pewna wątpliwość. Otóż jeśli uda się komuś stworzyć taki nowy język, to czy ludzie przyzwyczajeni do starego języka będą w stanie go zaakceptować i używać? Niemniej jeśli i to się uda, czy wówczas wszystkie idee społeczne które teraz im skuteczniej łączą jednych ludzi, tym skuteczniej dzielą innych staną się przestarzałe i śmieszne, a ludzie na własne oczy dostrzegą autentyczne wartości swej egzystencji?

August Renoir 'Plac de Clichy' 1880

Nie wiem. A może Pan wie jak się powinno mówić: "dostrzegą" czy raczej "dostrzeżą"? Och, ale głupiec ze mnie! Oczywiście, kto miałby wiedzieć lepiej od Pana, Panie L. Mistrzowsko posługuje się Pan językiem, a bez wątpienia język jest najbardziej skomplikowanym z instrumentów, jakie skonstruował człowiek. Cieszę się, że wspólnie posiadamy ten wspaniały instrument, ten cudowny przyrząd, który służy nam do tak różnych czynności jak intelektualne myślenie i komu­nikowanie się ustne tudzież pisemne. Wybaczy Pan, lecz nijak nie potrafię zapomnieć o tym, iż dysponujemy tylko jednym takim przyrządem, a beztrosko używamy go do wykonywania wszelkich prac. Pan, czcigodny kolego, przypuszczam, oburzy się. Powie, że będąc laikiem upraszczam. Są tysiące języków. I mnóstwo ich klasyfikacji. Nasz język określi Pan jako syntetyczny. Inne dalekowschodnie jako analityczne. A Indian amerykańskich jako polisyntetyczne. Zatem języki obrazują świat na trzy różne sposoby. Istnieją aż trzy, a nie tylko jedna... lingwazofia. Tak, tylko cóż nam z tego? Naszym ojczystym językiem naszą ojczyzną jest język pol­ski. Tylko nim potrafimy myśleć. Jedynie tym jednym możemy się zrozumieć i porozumieć. Słowo daje, tak chętnie napisał­bym ten list schińszczoną, ulogicznioną polszczyzną. Ach, mój drogi przyjacielu, darujemy sobie konwenanse! Czemuż nie mielibyśmy się spotkać i pogadać indiańską wersją naszej polskiej mowy? Czyż nie rozmawiamy miedzy sobą językiem literackim który jak sama nazwa wskazuje, winien służyć wyłącznie do pisania tylko z braku odpowiedniego języka mówionego? Naśladując języki polisyntetyczne otrzymalibyśmy odmianę polipersonalną, introspekcyjną spełniającą kilka z powyższych życzeń. Chciałbym wytyczyć takim kodem ograniczonym nowe ścieżki myślowe przed dziećmi, które mam nadzieje wychowywać. Rzecz jasna naśladownictwo to, by skutecznie rozszerzało idiolekt, musi być subtelne.

Edgar Degas 'Tancerka na scenie' ok. 1876

"Na co twoim dzieciakom ta nowa mowa, która jest językiem polskim, choć nim nie jest?!" pytam sam siebie, zanim Pan to uczyni, Panie L. Zresztą czy w przypadku dzieci ważniejszymi od słów nie są uczucia i czyny? I sam sobie odpowiadam: Tak, ale oprócz miłości i opieki możemy ofiarować naszym dzieciom coś jeszcze, coś czego nam nie dano: autentyczną wolność myśli; albo mówiąc mniej patetycznie: udoskonalone rzemiosło myślenia. Każdy rzemieślnik Panu powie, że im więcej narzędzi ma pod ręką, tym lepiej robi swoje. A cóż my mamy w posiadaniu? No bo przecież to człowiek jest miarą wszech rzeczy. Tak się złożyło, iż my, mieszkańcy "starego świata" dziedziczymy szalenie precyzyjny aparat pomiarowy. Z pokolenia na pokolenie mierzymy nim wszystko, dokładnie, obiektywnie, ponieważ pragniemy zrozumieć cud życia w całej jego pełni. Wyniki na ogół są rewelacyjne. Jedynie wtedy, gdy chcemy zmierzyć samych siebie pomiary nie bardzo się udają. Próbujemy wciąż od nowa, na różne sposoby, coraz lepsze, niestety z ciągle nie zadawalającym nas rezultatem. Aż wreszcie świta nam w głowie myśl, iż posługując się tylko jednym narzędziem, nie możemy wiedzieć, czy nasze pomiary nie są przez owo narzędzie zniekształcane. . Nie możemy też wiedzieć czy nasza podświadoma, tworzona za młodu wizja świata i nas samych która jest w chwili obecnej tożsama z tym jedynym narzędziem, jakie odziedziczyliśmy, jakim się posługujemy i jakie przekazujemy naszym dzieciom jest bezstronną interpretacją rzeczywistości.